Ojciec czyta synowi na dobranoc książkę Baśń o Bajugaju – widoczna pełna okładka, przód i tył

Case study – ilustracje i okładka do „Baśni o Bajugaju”

5/5 - (1 vote)

Ilustracje i okładka do „Baśni o Bajugaju” — to case study mojego pełnego projektu graficznego do książki dziecięcej, od pierwszego briefu do gotowych plików do druku.

To są ilustracje do baśni „Baśń o Bajugaju” — okładka plus cykl 23 plansz wnętrza. Projekt zaczął się dla mnie od jednego pliku w skrzynce: rękopisu, który Radek (Radosław Czyżak, autor) przysłał mi z prośbą o oprawę graficzną całej książki, scena po scenie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zostanie ze mną na długo — i jako warsztat, i jako wspomnienie ze współpracy.

Jest takie coś, co mnie wciągnęło już przy pierwszym czytaniu: główny bohater, mały Sambor (rudy, w wieku szkolnym), jest zainspirowany synem Radka. To zmienia w głowie wszystko. Bo kiedy postać ma realny pierwowzór, ilustrator zaczyna szukać konkretnej twarzy zamiast typowego „rudego chłopca w wieku szkolnym” — i to robi ogromną różnicę, gdy ten sam Sambor ma wrócić w kilkudziesięciu scenach.

Ilustracje i okładka do Baśni o Bajugaju — Ilustracje do baśni — słowiański, leśny świat Radka

„Baśń o Bajugaju” to pełnoprawna baśń dla dzieci i młodzieży. Świat ma mocny, słowiański puls — leśne licho, mądra Jaga, dziwni mieszkańcy lasu i, oczywiście, mały Sambor. Postacie wracają w kolejnych scenach. Fabuła ma swój wewnętrzny rytm. A opisy są tak plastyczne, że sceny same proszą się o rysunek — co dla ilustratora jest luksusem, bo nie trzeba doczytywać między wierszami.

Pierwsze decyzje — postać Sambora i mieszkańcy lasu

Najkrótszy brief, jaki dostałem w karierze, dotyczył właśnie Sambora. Radek napisał mail z tytułem brzmiącym jak nagłówek noty służbowej: „Cechy szczególne głównego bohatera, czyli mojego syna Sambora — rudy”. W treści dosłownie jedno słowo: rudy. Reszta — moja fantazja.

To zaskakująco dobry sposób na zlecenie, jeśli ufa się ilustratorowi. Mam realny pierwowzór, mam jedną mocną cechę kolorystyczną, mam zaufanie, że resztę dopowiem sensownie. Po tej krótkiej wymianie usiadłem do opisów wszystkich scen — kto, gdzie, jaka pora dnia, jaki nastrój — i wysłałem Radkowi do akceptacji. Odpowiedź przyszła nazajutrz, też krótko: „Rewelacja! Nie mam uwag”. Od tej chwili miałem zielone światło na całą książkę.

Dla pozostałych bohaterów Radek miał konkretniejsze wytyczne. Leliś (leśne licho) — jednooki, „koniecznie bez damskich piersi” (jego słowa). Eskulion — pterozaur, Szrek (który potem ewoluował w Szurka). Misiołak — postać autorska, analogia wilkołaka, której polska tradycja nie miała, więc — jak napisał — „będzie Pan jego twórcą”. Pozostałe (Szrek/Szurek, skrzaty, Baba Jaga, elf) — w klasycznych wzorcach. Te wskazówki nie zostawiały wątpliwości, a jednocześnie nie zamykały przestrzeni do interpretacji rysunkowej.

Okładka

Praca z Radkiem — scena po scenie

Mając zatwierdzony plan, szedłem ilustracja po ilustracji. Najpierw szkic w czerni i bieli — żeby ustalić kompozycję i pozy bohaterów — potem, po akceptacji, wersja kolorowa. Tempo było szybkie. Każdą scenę odsyłałem Radkowi, a on odpowiadał konkretnie — jeśli coś było do poprawki, wiedziałem dokładnie dlaczego. 

Najbardziej zapadły mi w pamięć te uwagi, których nie sposób streścić „niech będzie ciekawiej”. „Misiołak rewelacyjny. Może go Pan rozreklamować, bo to jest pierwszy polski misiołak” — to jeden mail. Inny: „Szurek w kolorze niebieskim wygląda nie najlepiej; karnacja Hiszpana, ewentualnie Turka, byłaby lepsza, bo mulat zleje się z drzewami i pomostem”. Z takim feedbackiem rozmawia się szybko — wiadomo, co poprawić i po co. Często też padało „rób tak, jak czujesz” — a dla ilustratora to wielka rzecz, bo daje przestrzeń na własne decyzje, a jednocześnie nie zostawia samego z odpowiedzialnością. Taką współpracę pamięta się najlepiej, bo po niej zostaje frajda, a nie wypalenie.

Ilustracje

Timelapsy — jak powstaje jedna scena

Część ilustracji nagrałem od początku do końca jako timelapse — przyspieszony zapis od szkicu, przez inkowanie (czyste linie) po skończony kolor. Lubię takie nagrania, bo pokazują to, czego nie widać na finalnej ilustracji: ile decyzji, ile poprawek, ile godzin chowa się za jednym kadrem. Przy „Bajugaju” mam pięć takich materiałów — wybrałem sceny, w których naprawdę widać, jak narastał kolor i jak zmieniała się kompozycja w trakcie.

Co zostało po projekcie

Wiele realizacji pamięta się przez konkretne sceny. Tę zapamiętałem przez sposób pracy. Ilustracje do baśni o Bajugaju to dla mnie jeden z tych projektów, do których wracam myślą. Wracam, kiedy ktoś pyta, jak wygląda dobra współpraca autora z ilustratorem. Wszystko było tu na swoim miejscu: jasny tekst, partnerska rozmowa, czas na rysowanie, zaufanie do moich decyzji. Dlatego po tej książce zostało mi proste przekonanie — że bardzo bym chciał ilustrować jeszcze coś Radka. 

Dla autorów, którzy planują podobny projekt

Piszesz baśń albo inną książkę? Potrzebujesz ilustratora do całej oprawy — okładki plus cyklu scen wnętrza? Zrobiłem już ilustracje do baśni takich jak ta i chętnie zrobię kolejne. Zadzwoń: 513-708-885. Albo napisz: milekjakub@gmail.com. Najpierw zawsze proszę o tekst lub fragment, bo od niego zaczyna się każda decyzja. Okładkę wyceniam standardowo — 1200 zł netto z pełnymi prawami autorskimi majątkowymi. A cykl ilustracji wnętrza zawsze indywidualnie, po przeczytaniu materiału.


Pozdrawiam,

Jakub Miłek – rysownik ilustrator

ilustrator.art

Podobne wpisy

Dodaj komentarz